




Traktujemy przejazd treningowo i towarzysko, mamy jednak nadzieję na dobre miejsce - w końcu ma się troche doświadczenia, a konkurencja nie jest liczna. Nie spieszymy się, staramy się jechać dokładnie.
Na pierwszym odcinku dużo, bardzo dużo czasu poświęcamy na test z przepisów ruchu drogowego, przez co zaliczamy 20 minut spóźnienia... Wskazane obiekty oglądamy dokładnie, jak się potem okaże - za dokładnie, niepotrzebnie tak. W jednym miejscu - w okolicy Pl. Narutowicza i przy ul. Mochanckiego- nie odnajdujemy tablicy informacyjnej, ale ja chcę mieć wszystkie odpowiedzi - więc krążymy kilkanaście minut. W innym miejscu organizator źle opisał trasę i też szukamy przejazdu, w końcu dopasowujemy go sobie "od końca".







Na drugim odcinku rozwiązujemy też test z pierwszej pomocy przedmedycznej - dzięki Magdzie prawie bezbłędnie. Prawie - bo ja upieram się że odmrożone dłonie trzeba najpierw włożyć do lodowatej wody.... hihihi. Gdyby ktoś pytał o prawidłową odpowiedź - nie nacieramy śniegiem, nie wkładamy do lodowatej wody, tylko STOPNIOWO ogrzewamy.


Jak już mówiłem - jedziemy dokładnie ale powoli, w rezultacie w końcu drugiego odcinka - jak to już kilka razy bywało - ogarnia nas szaleństwo: mając 12 minut do taryfy probujemy na szybko znaleźć i rozwiązać 2 pobliskie zadania. Pierwsze - mały ogród po prawej stronie - znajdujemy bez problemu, ale nie widzimy pomnika, którego dotyczy pytanie... zgroza, czas leci, następne zadanie jest za rogiem, odczytać tytuł ostatniego wiersza z tablicy pamiątkowej... jest tablica, nie ma się gdzie zatrzymać, stajemy trochę dalej, lecę czytać, w tym czasie Marcin przepisuje na czysto poprzednie odpowiedzi, szukam, weszcie mam ten tytuł, "Chudy litereat", lecę do samochodu, jedziemy do mety!

Koncentracja, dynamiczny (jak to ładnie brzmi) przejazd przez kilka kilomerów Warszawy i dojeżdżamy do mety - na 3 minuty przed taryfą! Oddajemy papiery i .... no przecież nie wpisaliśmy tej ostatniej odpowiedzi do karty drogowej!!! No tak, Marcin kończył przepisywanie na czysto, ja zająłem się jazdą... i zapomnieliśmy! W tym kontekście widać, że nie przesadziłem pisząc kilka linijek wcześniej o szaleństwie.

Po oddaniu papierów na mecie mamy godzinkę wolnego - odstawiamy Magdę do domu i jedziemy do klubu, a tu nagle podczs jazdy .... trrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr!!!!!!!!! Straszny hałas, gdybyśmy jechali rowerem, to bym pomyślał, że coś nam się w łańcuch wkręciło, taki dźwięk, tylko dużo głośniejszy. Zatrzymujemy się, oglądam samochód. Koła są, silnik też... Jedziemy, cisza, 40, 60km/h... Trrrrrrrrrrrrrrr!!!!!!!!!! Jeszcze raz hamuję..... Dopiero po chwili widzę..... Nie zdajecie sobie sprawy jaki hałas robi podczas jazdy częściowo odklejona od przodu naklejka z numerem startowym..... :)
Generalnie podsumowanie rajdu: Łatwy, przyjemny i sympatyczny, wprawdzie było kilka pomyłek i niejednoznaczności w opisie trasy, ale z nimi ku naszej satysfakcji sobie poradziliśmy. Natomiast skiepściliśmy nasz występ, bo jechaliśmy za wolno i za dokładnie w pierwszej części, przez co potem musieliśmy gonić czas. Trzeba było od początku jechać do przodu, wpisywać odpowiedzi na pytania, nie przejmować się i jechać dalej. Zrobiliśmy też dużo błędów w teście z przepisów drogowych - ale trzeba dodać, że pytania były podchwytliwe. W tym świetle czwarte miejsce na 9 załóg potraktowałem jako duży sukces.
