4. Włodawski Rajd Samochodowy, 8 Runda SPPCH,
Włodawa, 14 lipca 2002 (rajd sportowy)


O tej niedzieli mało jest powiedzieć, że jest gorąca. Ona jest upalna. Słońce i żar z nieba. Nic, tylko jechać nad wodę. Tymczasem ja z Marcinem i Pawłem w ten upał radośnie ruszamy na rajd do Włodawy.

Na trasie do Włodawy robię próbnie kilka ostrych hamowań (gdybym kogoś zainspirował, to przypominam o cennych korzyściach płynących z posiadania lusterka wstecznego!). Od wczoraj mam nowy płyn hamulcowy i chcę sprawdzić, na co stać moje autko. W przeciwieństwie do urlopowiczów żałuję, że jest tak gorąco i sucho, wolałbym teraz na kilka godzin mokrą aurę i śliskie nawierzchnie. Podczas rajdu na suchym tracę wobec mocniejszych samochodów na rozległych próbach (moc), a wobec maluchów na ciasnych (zwrotność), poza tym mam nowe opony z przodu, a moje 135-tki strasznie się ścierają na suchym. Za to eksperymentalnie podniosłem ciśnienie w oponach, żeby się mniej kładły na nawrotach.

We Włodawie zbiera się nas 12 załóg. Okazuje się, że rajd będzie kompaktowy - 7 prób na terenie bazy PKS-u. Po chwili przejeżdżamy kolumną na miejsce i wszystko jest jasne: rozgrzany asfalt i beton, próby szerokie, dużo wystających studzienek. "Żegnajcie, moje opony" - wołam w myślach ale już dobrze, dosyć biadolenia, udziela mi się nastrój rywalizacji, a przynajmniej determinacji. Dobrze, że jedziemy w końcówce, dzięki temu mogę obejrzeć próby "w naturze" i - nie ukrywam - lepiej zapamiętać trasę przejazdu.

Startujemy w trzech odcinkach: najpierw próby 1-2-3, potem 4-5-6, a na końcu najdłuższa próba nr 7 czyli mini-oes. Pierwsze ruszają mocne załogi: Hurko na pucharowym sportingu, potem maluchami "Lala" i "Felga". Mogę obejrzeć ich przejazdy na dwóch pierwszych próbach. Skórkowańcy nieźle grzeją, nie ma litości, trzeba będzie pruć - to moje spostrzeżenia z pierwszych minut obserwacji. Mamy jeszcze trochę czasu bo startujemy jako ósma załoga, więc oglądam sobie trasy pod kątem najlepszego toru jazdy. Próbujemy jeszcze naszą "maszynę" na pobliskim parkingu, wreszcie przychodzi kolej na nas.

Pierwsza próba to szybki slalom, dwa nawroty wokół pachołków i slalom z powrotem. Daję czadu, jedynka, dwójka, slalom równo, nie za szybko przy najeździe żeby nie wylecieć w końcówce, potem przyspieszam. Nawroty robię "na okrągło", próbuję pomóc sobie ręcznym, ręczny ogólnie jest sprawny ale nie działa na asfalcie przy mocy silnika 45 KM, już napadamy na slalom z powrotem, teraz widzę żółte maszyny na trawie tuż obok nas, jakby kawałki dźwigu, uwaga żeby nie wpaść na nie, przechodzimy tuż-tuż, meta, stop. Sędzia podchodzi "Macie najlepszy czas, bo tamci mają kary za pachołki". Nawet to do mnie specjalnie nie trafia, powolutku podjeżdżamy pod próbę nr 2. Tutaj czeka na nas 6 pachołków rozstawionych jak do slalomu, ale my mamy objeżdżać je kilkakrotnie takimi kółkami od lewej do prawej - najpierw wszystkie 6, potem 4, potem 2, potem środkowy, potem duże koło wokół budynku. Moi poprzednicy objeżdżali to ciasno i z ręcznym, ja może też bym tak próbował, gdybym miał z czym, ale pozostaje mi kierownica i gaz. Po starcie przejeżdżam więc całą próbę jak najszybciej umiem na dwójce, robiąc szerokie najazdy na pachołki. Pod koniec próby przed zakrętami po kawałku prostej przy jakichś 40-45 km/h odejmuję nagle gaz i skręcam, prostuję, gaz, odejmuję, skręcam - i samochód idzie przez chwilę czterokołowym poślizgiem skosem do przodu, poślizg jest nieduży ale odczuwamy go wyraźnie, warto żyć dla takich chwil, przypominam - Uno 1.0, 45 KM - prostuję, meta lotna, hamuję! Podjeżdżam do sędziego, on : "Nie chcę was straszyć, ale macie pierwszy czas, Hurko jest gorszy o 0,1 s!" "Tylko spoko - myślę sobie - jest dużo lepiej niż przewidywałem, ale teraz trzeba zachować koncentrację do końca". Jestem przekonany, że najsilniejsze załogi jadą przed nami, tych startujących po nas nie znam i jakoś nie biorę ich pod uwagę.

Trzecia próba jest ciaśniejsza i do końca nie wiem, czy ciągnąć na jedynce, czy zapinać dwójkę. Przed startem oglądam ją sobie, jest trochę kręcenia, ale pamiętam kolejność pachołków, jedziemy. Jedynka, dwójka, za pachołkiem w lewo, tu jest piasek i mimo hamowania i skręconych kół lecimy chwilę prosto, a przed nami jest krawężnik i trawnik na który nie chcemy, przy skręconych kołach odpuszczam hamulec, łapię za ręczny i jakośśś się mieścimy. Teraz przed nami czysty asfalt i pachołki, robię slalom, nawrót, Marcin raptem mówi że źle, ale nie słucham bo jestem pewien przejazdu, a nawet jeśli coś nie gra, to już i tak za późno, więc ostro do mety - ale mamy taryfę! Próbę przejechałem według trasy ale... w odwrotnym kierunku! Nie zwróciłem uwagi na strzałki. Niedbalstwo! Marcin wiedział, ale ten krótki przejazd jechaliśmy praktycznie bez pilotowania. Szkoda, ale po pierwszych dwóch próbach i tak jestem dobrej myśli, a większość rajdu jeszcze przed nami.

Chwilę przerwy wykorzystujemy żeby jeszcze dopompować i schłodzić wodą opony z przodu (jasne, że to nie Formuła 1, ale nie chcę znowu po 2 rajdach zmieniać opon, więc imam się różnych pomysłów). Następnie podjeżdżamy wszyscy do II rundy. Próba 4 jest dość szybka i długa, generalnie chodzi o to żeby zrobić 2 duże okrążenia wokół wysepki z autobusami. Zanim ruszamy, oglądam sobie wszystkie 3 próby i przejazdy poprzedników "w naturze". Próba czwarta bardzo mi się podoba, jedziemy na dwójce, a dzięki temu że obejrzałem ją sobie, teraz pewnie wchodzę w zakręty i szybko przemykam się między wystającymi studzienkami. Podobają mi się zwłaszcza zakręty, do każdego ustawiam samochód najlepiej jak umiem, żeby optymalnie przejechać i mieć jak największą prędkość przy wyjściu. Meta lotna, meta stop - i próba zakończona.

Próba piąta jest długim slalomem "tam i z powrotem". Ruszam, znowu dwójka, trochę schodzi mi się przy nawrocie. Tu mamy średni czas. Próba szósta jest w tym samym miejscu co trzecia, którą pomyliliśmy. Teraz koncentracja, ruszam, piłuję uniaka na jedynce, to jest właśnie ten typ ciasnej próby, na jakiej lepsze są maluchy, wiadomo - zwrotność i tylny napęd + gotowość załóg do poświęceń. Ale i my osiągamy na razie trzeci czas.

Po tej serii wszyscy zbierają się do "mini-oesu". Ta próba rozgrywa się na terenie całej bazy PKS-u. Tu również oglądam przejazdy poprzedników i dzięki temu sam jadę nie wiem czy lepiej, ale na pewno swobodniej. Start, w prawo, prosta, w lewo w zatoczkę, objeżdżamy pachołek, cały czas włączona dwójka, tu chyba można było szybciej. Teraz prosta między studzienkami, koło autosana, przez przesmyk z piachem, składam się do zakrętu w lewo, gaz, odpuszczam, za pachołkiem w lewo, gaz, objeżdżam pachołek i wracamy, gaz, teraz przed pachołkiem, tu pięknie ścinam jak tylko się da przez śliski kawałek asfaltu (rozlane smary), niemal zahaczam o róg budynku ale tak właśnie miało być, 60 km/h, trójka, teraz najdłuższa prosta. Przy końcu prostej hamuję, redukcja ale za wolno, brak treningu. Robimy jeszcze dużą ósemkę wokół budynków i napadamy na metę lotną. Przed metą raptem wyhamowuję jakbym miał się zatrzymać, nie wiem dlaczego, chyba z przyzwyczajenia bo zawsze mamy "mety stop" a nie lotne. Szybko odpuszczam hamulec, ale tracimy tu może pół, a może całą sekundę. Dla nas koniec rajdu! Teraz mamy wolne aż do wyników, czyli chłodzimy opony i leniuchujemy na słońcu.

Wyniki pojawiają się bardzo szybko po mecie ostatniej załogi. Mamy 6 miejsce! O ile na początku rajdu byłem ostrożny w ocenianiu naszych szans, to po nabraniu apetytu teraz jestem nieco rozczarowany. Przeliczam czasy i wychodzi mi, że gdybyśmy nie mieli taryfy na 3-ciej próbie i gdybyśmy przejechali ją przykładowo z takim czasem, jaki miała załoga z 7-mego miejsca, to mielibyśmy o 17 sekund lepszy wynik, a to dałoby nam... 2 miejsce, ze stratą tylko 4 sekund do pierwszego! Jak widać, nawet gdy mieliśmy niezłe czasy, to nasza przewaga nad innymi nie była duża i łatwo nas przegonili. Na marginesie, wygrała duża toyota z turbo, która startowała po nas. Gdybyśmy te 2 pachołki objechali w innej kolejności... Żałuję, nieźle nam szło i druga taka okazja na rajdzie sportowym szybko może się nie powtórzyć, a poza tym po niespełna 6 minutach łącznej realnej jazdy przednie opony na zewnętrznych rantach mam dokładnie zjechane, żeby chociaż był jakiś efekt tego poświęcenia! Jest takie powiedzenie "Zwycięzcy są na mecie". Ja mogę je uzupełnić: "Zwycięzcy są na mecie wśród tych, którzy nie robią taryf".

Cieszę się natomiast, że licząc nasz faktyczny czas wypadamy dobrze, mam z tego taką moją cichą satysfakcję. Przyznaję, że mielibyśmy gorsze czasy, gdybyśmy jechali jako jedna z pierwszych załóg. Nie miałbym wtedy czasu zapoznać się z trasą, wtedy ważny byłby profesjonalny pilotaż, którego my niestety uparcie nie stosujemy.

 

Zdjęcia z rajdu

Wystartowaliśmy - bierzemy pierwszy zakręt. Ten dzień był naprawdę gorący. W bazie PKS jest jak w bazie PKS - są i takie wystające studzienki...

 

Ten przesmyk bardzo mi się podobał - był lekko posypany jakimś piachem i żwirem, więc uniak i bez ręcznego szedł lekkim uślizgiem. Krawężniki po obu stronach dodawały "smaczku" Przejazd końcowej, najdłuższej próby. Przesmyk z poprzedniego zdjęcia jest po prawej stronie, nad tą nieforemną wysepką.