"Światowid 2002" - I runda Nawigacyjnych Samochodowych Mistrzostw Polski,
Warszawa, 19-20.04.2002


Ten rajd traktuję wyjątkowo. Z jednej strony nawigacja samochodowa nie jest łatwa, a zwłaszcza na szczeblu mistrzostw Polski, a ja nigdy dotąd nie brałem udziału w rajdzie nawigacyjnym takiej rangi i wiem, że w tym roku nie wezmę udziału w kolejnych rundach, bo terminy kolidują z innymi imprezami. Z drugiej strony ten termin mam wolny, impreza jest na miejscu i można zebrać dużo doświadczeń dotyczących nawigacji i jazdy nocnej. Decyzja więc była łatwa: jadę! Cele również postawiłem sobie proste: ukończyć rajd i nie dostać na żadnym z odcinków taryfy 2000 pkt. za spóźnienia. Nie mam pomysłu na pilota, dużo łatwiej o kierowcę, więc krótka piłka: pierwszy raz w życiu sam zostanę pilotem.

Runda pierwsza - nocna.

W piątek bezpośrednio po pracy jadę do hotelu "Annopol", gdzie jest baza rajdu. Opłacam startowe, biorę naklejki sponsorów, przy okazji napotykam część ekipy poznańskiej, która melduje się w hotelu. Jadę po Sylwię, jemy obiad, na 19-stą jesteśmy z powrotem pod "Annopolem". Zapoznajemy się z komunikatami rajdowymi. Widzę pełen profesjonalizm - harmonogram czasowy przewiduje wszystko, łącznie ze składaniem i uwzględnianiem protestów, a przed hotelem jest wyznaczony odcinek do skalibrowania hald. Wokół kręcą się inne załogi, wymieniają fachowo brzmiące uwagi o nowej kodyfikacji nawigacyjnej. Być może niektórzy "wciskają bajer", ale wiem, że są wśród nich najlepsi zawodnicy, których znam tylko z nazwisk i tabeli wyników z poprzednich lat. Oklejamy samochód, nalepek jest dużo, oprócz numerów startowych naklejonych na drzwi wyróżnia się duża żółta reklama "Radio Taxi 919", którą dajemy na prawe tylne drzwi i tak nasze uno staje się "taksówką". Samochód przechodzi badanie techniczne, my wszyscy chwilę później przechodzimy odprawę i zaczyna się rajd.

Na początku wszyscy startują do próby sprawnościowej. Jest prosta, na asfalcie, krótki slalom i dwa kręciołki. Sylwia się denerwuje, to jej pierwsza sprawnościówka w życiu. Przed nami z piskiem opon przejeżdża kilka załóg, co też ją trochę deprymuje. Jednak na przejeździe radzi sobie dzielnie, nie mamy oczywiście najlepszego czasu ale w tym rajdzie sprawnościówka ma minimalny wpływ na wynik ostateczny. Po próbie znów czekamy, gromadzą się załogi, start według regulaminu będzie co minutę, my będziemy startować po Maurycym - ubiegłorocznym Turystycznym Mistrzu Polski. Więc czekamy, a tymczasem zapada zmierzch, jest ciepło i bezwietrznie, całkiem miła pogoda.

Wreszcie startujemy do pierwszego z trzech odcinków nocnych Po starcie oglądamy itinerer, odnajdujemy ważniejsze punkty na mapie i starając się zachować spokój wreszcie jedziemy! Początek jest łatwy, nie jedziemy zbyt szybko, Sylwia wypatruje PKP-ów, a ja świecę świetlówką w środku auta i pracuję z mapą i notatkami. A propos świetlówki - mamy zwykłą wielofunkcyjną latarkę obozową którą trzymam na kolanach. Przed startem podpatrzyłam wyposażenie innych załóg - niektórzy mają specjalne blaty z klipsami na dokumenty i lampkami. Ale my też sobie radzimy, przynajmniej z oświetleniem, bo z mapą właśnie gorzej. Gdy przejeżdżamy przez most, mapa w ogóle przestaje mi pasować, zatrzymujemy się a ja dopiero po dłuższym momencie uświadamiam sobie, że mam do czynienia z dwoma mapami na jednej kartce, które to mapy są różnie zorientowane względem siebie. To stres i pośpiech tak wpływają. Dobra, do punktu "22" dojeżdżamy "po swojemu", potem opracowujemy i przejeżdżamy mapę "Z". Pochłania to sporo wysiłku intelektualnego, ale daje satysfakcję, no jeśli nawet coś robimy nie tak jak trzeba, to jedziemy po trasie, odnajdujemy PKP-y, bierzemy pieczątki, wokół kręcą się inne oklejone samochody z rajdu. Bardzo przydaje się halda, którą niedawno zamontowałem. Bo jeśli przykładowo odcinek na mapie o skali "M10" ma 34 mm, to wiem że mam przejechać 340 m. Jedziemy i bach - po 340 m od zerowania jest pasujący skręt. No naprawdę fajne! Dzięki takim pomiarom nie skręcamy za wcześnie i nie bierzemy fałszywego PKP-u. Tak, na tym odcinku walczymy dzielnie! Na koniec zajeżdżamy na PKC pod Urzędem Gminy Białołęka, i to nic, że dojeżdżamy niedokładnie z właściwej strony bo w ferworze walki nie dostrzegłem strzałki na mapie.

Na PKC-u czeka nas bardzo miłe przyjęcie, zresztą jest to charakterystyczne dla całego rajdu. Na każdym "żywym" PKP-ie i PKC-u wymieniamy żarty, uśmiechy (prym wiedzie w tym Sylwia) i jest sympatycznie. Nasze dobre miny trochę przykrywają odczucie "wiemy, że kiepścimy i że nie mamy wszystkich PKP-ów na karcie, ale jedziemy dla zabawy". Tymczasem mamy krótką chwilę na rozprostowanie nóg i dostajemy materiały do II odcinka. Przeglądamy - o, choinka azymutowa, chyba ją odpuścimy bo nie czuję się pewnie z tym tematem, wolę już coś odpuścić żeby lepiej przejechać resztę. Poza tym ślepa mapa, constanse, detale, jeden plan. Walczymy! Wjeżdżamy w jakieś osiedle domków jednorodzinnych. W pewnym momencie, gdy dojeżdżamy do punktu "77" i zaczynam rozpracowywać detal, mija nas peugeot 406 a chłopak zza kierownicy daje nam jakieś znaki, po czym zawraca i nas goni. To nie jest samochód z rajdu, bo nieoklejony. Kurde, myślę sobie, jakiś napad czy co? Zatrzymujemy się, bo i tak musimy rozpracować dalszą trasę, chłopak zatrzymuje się przy nas, wyskakuje z samochodu i podbiega podekscytowany: "Gdzie jest ten rajd? Którędy jedziecie?" Rozczarowuje się nieco gdy słyszy że to rajd nawigacyjny ale pocieszamy go że jutro na Bemowie startuje kajotes. Kibice rajdowi są wszędzie!

Dojeżdżamy do planu "F" i tu zaczyna się zabawa bo nie mogę zorientować mapy z rzeczywistością, w końcu jeździmy trochę po terenie - i już wiem! Jesteśmy na czymś w rodzaju dużego parkingu z wieloma odnogami, przejeżdżamy naszą trasę odnajdując poszczególne punkty i zbierając PKP-y. Jak zwykle wokół nas krążą inne załogi, a każda w innym kierunku. Po zakończeniu planu zmierzamy już do PKC-u 2, który jest w tym samym miejscu co PKC 1. Tu rozprostowujemy się, uzupełniamy kalorie w postaci soku i batonika, czekamy aż nadjadą wszystkie załogi, co trwa jeszcze kilka minut i dopiero wtedy rajd rusza do trzeciego odcinka.

Na III odcinku z początku walczymy, ale gubimy się po fragmencie opisanym według natury. W pewnym momencie, szukając możliwości przejazdu, oświetlamy całującą się czule na skrzyżowaniu dróg parkę. W końcu to początek weekendu, a jest po 23-ciej. Przejeżdżamy koło nich na paluszkach, niestety to błędny przejazd więc za chwilę wracamy, upss, sorrki! Gdy wyjechaliśmy, minęliśmy się z następną załogą która - podobnie jak my - szukając prawidłowego przejazdu oczywiście też soczyście omiotła ich reflektorami. My w końcu drogi nie znajdujemy, a że nie ma czasu na szukanie, to robimy zryw do następnego punktu na mapie. Nie chce mi się spać, ale głowa paruje od ciągłego kombinowania. Sylwia też trochę marudzi, zwłaszcza w chwilach gdy każę jej zawracać. Ten etap przejeżdżamy "z grubsza" po ważniejszych punktach i wracamy na start/metę. Przyznam, że popróbowałbym jeszcze powalczyć, ale równie co o wyniki muszę też dbać o kierowcę żeby nie zbuntował mi się przed rundą dzienną. Tak więc parę minut po północy osiągamy metę, oddajemy kartę drogową i jedziemy do domu.

Runda druga - dzienna.

Po jakichś 5 godzinach snu ponownie meldujemy się pod "Annopolem". Są wyniki rundy nocnej. Rewelacja - mamy 16 miejsce na 17 załóg. Jak na przypadkowy start i zmienną motywację piękniejszej części naszej załogi - całkiem nieźle! Obok wiszą ze dwa protesty i odpowiedź jury - oj, były emocje i nie wszyscy spali tej nocy tak długo jak my!

Na początku dnia podobnie jak wczoraj startujemy do sprawnościówki. Próba jest bardzo podobna do wczorajszej, Sylwia przejeżdża ją szybciej niż wczoraj. Zuch dziewczyna! Następnie mamy wolny przejazd na Bemowo, skąd będziemy startować do rundy dziennej. Jedziemy przez miasto, ładna pogoda, spory ruch. Gdy stajemy na światłach, widzę, że przechodnie z zainteresowaniem spoglądają na mojego oklejonego uniaka. Na Bemowie mamy wolne pół godzinki, oglądamy próby odbywającego się właśnie kajotesu. Jeździ najwięcej seicento i maluchów, widowiskowo jedzie stara sierra, żywe reakcje widzów wywołuje załoga jadąca... ranault kangoo! Nawet nieźle, ma twarde zawieszenie, tylko na nawrotach zewnętrzne koło odrywa im się od nawierzchni aż pod same niebo. No dobra, wołają nas. Startujemy z rampy - ale czad! Dzienne odcinki - również trzy - są dłuższe od nocnych. Na pierwszym odcinku robię szkolny, bardzo głupi błąd, a mianowicie 110 minut przyjmuję jako godzinę i 10 minut, wskutek czego decyduję się odpuścić znaczną część trasy żeby nie mieć dużego spóźnienia. Robimy "Plan Spaghetti", "Plan Wstążki", "Plan McAron", odpuszczamy "Nitki", "Plan Ravioli" i "Plan Kolanka" i meldujemy się na PKC-u. Zdziwienie sędziów: "To już jesteście?" - "No tak!" Wszystko się wyjaśnia, ale nie ma już sensu wracać na trasę, Sylwia ma chwilę dołka fizycznego i psychicznego, więc jedziemy na chwilę do "Karuzeli", przy czym zaliczamy krótki udział w odbywającym się właśnie koncercie piosenki aktorskiej.

Drugi etap prowadzi nas do Ursusa. Jak zwykle trochę mylimy, trochę odpuszczamy ale mimo to zaliczamy kilka dobrych PKP-ów. Sylwia narzeka, a to że bolą ją ręce i nogi od ciągłych manewrów, (to fakt że przez cały rajd ciągle skręcamy i zawracamy), a to że jest za gorąco i w ogóle. Trzeci odcinek pokonujemy walcząc ze wspólnym zmęczeniem i coraz większą różnicą psychicznego nastawienia do rajdu. Ale kończymy! Na mecie jest fajnie - rozmawiamy z sędziami, dostajemy zaproszenie na obiad ale odmawiamy, bo jutro kolejny rajd i trzeba trochę wypocząć, więc zmykamy do domu, za to dostajemy po zimnym piwku "na wynos". Wracamy wymęczeni, ale pełni wrażeń.

Wieczorem wpadamy do "Annopola" po wyniki. Trzynaste miejsce na 17 załóg, ale są protesty, więc w końcu spadamy znowu na przedostatnie. Ale naprawdę nie ma to dla mnie znaczenia, plan wykonaliśmy, rajd ukończony bez taryfy, a miejsce nawet nie ostatnie. Nabieram ochoty na nawigację, bo w odróżnieniu od turystyki tutaj zawsze jest jedna prawidłowa możliwość przejazdu, a w turystyce wynik zależy bardziej od nazwijmy to - przypadku czy spostrzegawczości przy oglądaniu zabytków. No ale dosyć gadania - nie czekając na opóźniające się wręczenie nagród zmykamy do domu, godzinka snu i ruszam do Chełma na jutrzejszy rajd turystyczny!

Zdjęcia z rajdu


Przed startem do rundy dziennej. Za chwilę będziemy jechać próbę sprawnościową.


Na Bemowie czekamy na start do odcinka nawigacyjnego. W tle odbywa się kjs.


Tak wyglądały prawidłowe przejazdy wywieszone po rajdzie. Oczywiście to tutaj to tylko mały fragment trasy :)