Rajd Turystyczny "Skarbek 2004", Jaworzno, 22-24.10.2004
IV runda Turystycznych Motorowych Mistrzostw Polski.




W rajdzie startujemy z Magdą i Przemkiem. W piątek po pracy i cierpliwym 2 godzinnym wyjeżdżaniu z zakorkowanej Warszawy docieramy późnym wieczorem do ośrodka wypoczynkowego nad jeziorem Chechło w Jaworznie. Mimo, że dochodzi północ, w ośrodku duży ruch. Organizatorzy nie śpią - czekają, aż pojawią się wszystkie załogi. Fajny klimat. Kwaterujemy się, samochód przechodzi badanie techniczne. Wstrząsa nami wiadomość, jaką otrzymujemy od organizatora - jutro o 6.10 zbiórka na parkingu! Od razu idziemy spać.

Kopalnia.
Następny dzień jest bogaty w wydarzenia. Wczesnym rankiem w kolumnie jedziemy zwiedzać czynną kopalnię węgla kamiennego. Ściślej mówiąc w 2 kolumnach - połowa zawodników zwiedza szyb "Piłsudski", my jedziemy do szybu "Sobieski". Zwiedzanie kopalni przekracza nasze wyobrażenia - w ciągu 6 godzin nic nie jest nam oszczędzone. Najpierw przechodzimy szkolenie BHP, obejmujące nawet obsługę pochłaniacza gazowego. Potem do szatni, gdzie każdy dostaje pełen ekwipunek: koszulę flanelową, bluzę i spodnie, onuce i gumowce, okulary ochronne, kask, lampkę na kask, baterię do lampki, pochłaniacz na pasku, czy o czymś zapomniałem...? No tak, jeszcze blaszkę z numerkiem do kieszeni, coś a la nieśmiertelnik na wojnie... każdy wpisuje się do książki zjazdów. Gdyby ktoś został pod ziemią, od razu będzie to zauważone.



Rajd Skarbek 2004, 22-24.10.2004
Świta - a my już na terenie kopalni.



Rajd Skarbek 2004, 22-24.10.2004
Przemek - w kolejce po wyposażenie.



Rajd Skarbek 2004, 22-24.10.2004
Zawodnicy z różnych klubów - zbratani przed zjazdem na dół :-)




Jedziemy górniczą piętrową windą 500 m w dół. Operator windy sprawia nam dodatkową frajdę - kilka razy hamuje i przyspiesza. Wrażenie jak w lunaparku, tym bardziej że ta winda osiąga duże przyspieszenia. Wreszcie jesteśmy na dole. Tutaj cała masa wrażeń. Nasz przewodnik - nadsztygar, czyli ktoś drugi po dyrektorze kopalni - bardzo sympatyczny i komunikatywny pan - przypomina o zasadach bezpieczeństwa. Chodzimy gęsiego, w odstępach 1,5 m. Mamy uważać, czego się dotykamy, bo tu wszystko się rusza. W ogóle mamy uważać. W porządku.



Rajd Skarbek 2004, 22-24.10.2004
Takimi korytarzami chodziliśmy.




Idziemy w większości oświetlonym korytarzem, jednak lampki na kaskach się przydają, bo kopalni nie da się całkowicie oświetlić. Bawią nas te lampki - powodują, że gdy na kogoś spojrzymy, to świecimy mu prosto w oczy. Chwilami korytarz jest ciemny i tu każdy świeci sobie pod nogi. Nasz przewodnik ciekawie opowiada. Przytoczę tu w skrócie fragmenty: Kopalnia jest zakładem pracy w ruchu, bo tu wszystko się rusza, co chwilę coś jest transportowane: ludzie na i ze stanowiska pracy, węgiel, sprzęt. Z kopalni cały czas wypompowywana jest woda, a do kopalni tłoczone powietrze. Prawdę mówiąc węgiel jest dopiero trzecim po wodzie i powietrzu transportowanym surowcem - a dobowe wydobycie w tej kopalni wynosi 12 tysięcy ton! Wreszcie - samo miejsce pracy górnika ciągle się przemieszcza. Tak, to prawda, tu wszystko się rusza i każdy korytarz wygląda inaczej. Ze ścian wystają różne rzeczy, podpory, rusztowania, szalunki. To, po czym idziemy, jest nierówne, co chwila są tory, wszędzie trzeba uważać na dziury. Do tego labirynt jest niezły, napotykamy mnóstwo rozwidleń i skrzyżowań korytarzy. Ze zdziwieniem słuchamy że w kopalni już nie używa się wagoników na szynach. Szyny, które widzimy, są pozostałością po wcześniejszych czasach. Teraz jeżdżą pociągi podwieszane pod stropem. Po chwili widzimy taki pociąg. Przypomina mi on pojazd rodem z "Gwiezdnych wojen" - taka wisząca kosmiczna kilkumetrowa "glista" świecąca dziwnymi światełkami. No i ta woda. Faktycznie co chwilę coś chlupie nam pod nogami albo słyszymy gdzieś obok odgłos przepompowywanej wody. Na głównych korytarzach nad nami biegną grube rury tłoczące powietrze. Kilka razy przechodzimy obok dużych wentylatorów wymuszających obieg. Robią straszny hałas. Trudno wytrzymać na 15 m przed takim wentylatorem, a musimy przejść tuż koło niego... Inni przechodzą to i ja też, chociaż uszy ledwo wytrzymują.

Idziemy w kierunku przodka, który leży około 5 km od szybu. Nagle mała niespodzianka: okazuje się że górnicy nie pokonują tych 5 km do pracy i z pracy codziennie na piechotę ani nie jeżdżą kolejką, tylko... spory fragment jadą na specjalnej taśmie. Półtora kilometra taką taśmą mamy pojechać i my. Jest to czarna taśma z tworzywa sztucznego, szerokości ok. 1,5 metra, zamontowana tuż nad ziemią. Znowu przechodzimy krótką instrukcję obsługi: położyć się na brzuchu, ręce położyć pod siebie i w żadnym razie nie chwytać za krawędzie taśmy, bo obetnie palce. Fajnie. Kładziemy się jeden za drugim, taśma rusza. 2 m/s, 12,5 minuty. Można odpocząć, nawet się przedrzemać. Jednak założę się, że z emocji nikt z nas nie drzemie. Górnicy pewnie bardziej się luzują - pamiętam, jak sam dojeżdżając autobusem miejskim do pracy potrafiłem odbywać drzemkę między 2 przystankami i zawsze budziłem się na czas :-)



Rajd Skarbek 2004, 22-24.10.2004
Jedziemy na taśmie. Tak górnicy dojeżdżają do pracy.



Rajd Skarbek 2004, 22-24.10.2004
Niewiele widać - i tak też było w rzeczywistości!




Po chwili jesteśmy w przodku. Oglądamy kombajn górniczy, panowie uruchamiają go i "na sucho" pokazują, jakie ma możliwości. Robimy pamiątkowe zdjęcie i wracamy. Myślę, że pewnie już do szybu i na górę, ale gdzie tam... Górnicy dokładnie pokazują nam swój zakład, powrót trwa jeszcze 2 godziny. Po drodze trafiamy w różne miejsca. Oglądamy drugi rodzaj kombajnu - kombajn ścianowy czyli boczny. Wrażenie wywiera na mnie nieoświetlony (bo właśnie przepinana jest sieć) i ciasny korytarz w innym miejscu przodka. Trzeba się przeciskać przez wąskie i ciemne szpary między ścianą i podporami.



Rajd Skarbek 2004, 22-24.10.2004
W przodku.



Rajd Skarbek 2004, 22-24.10.2004
Nasza grupa pozuje przy kombajnie.



Rajd Skarbek 2004, 22-24.10.2004
W rzeczywistości oświetlenie było takie.



Rajd Skarbek 2004, 22-24.10.2004
Dziadek Waldek. Prawda że jak prawdziwy górnik?



Rajd Skarbek 2004, 22-24.10.2004
Kombajn ścianowy.




Wreszcie wracamy do windy i jazda na górę - oczywiście w windzie znowu hamowanie-przyspieszanie-hamowanie-przyspieszanie-huziaaaaa...!! Gospodarze zapewniają nam pełnię doznań ;-) Na górze - szatnia, prysznice i cała procedura zdawania sprzętu. Potem w sali konferencyjnej każdy dostaje honorowy dyplom na pamiątkę zjazdu na dół i bryłkę węgla. A nasi sami wywieźli na górę po grudce :-)



Rajd Skarbek 2004, 22-24.10.2004
Po wyjechaniu na górę.



Rajd Skarbek 2004, 22-24.10.2004
Umorusani.



Rajd Skarbek 2004, 22-24.10.2004
Z własnoręcznie wydobytym węglem.




Rajd - dzień pierwszy.
Po opuszczeniu kopalni zaczynamy właściwy rajd. Zaczynamy dosłownie, bowiem od razu w samochodach rozwiązujemy test turystyczny z kopalni. Ciekawe pytania - na przykład do czego służy pochłniacz, jak nazywają się w kopalni dziury wypełnione wodą - zęza, zlewisko czy rząpie? Tego akurat nie dosłyszeliśmy, zamiast słuchać przewodnika robiłem zdjęcia, ale metodą eliminacji wybieramy rząpie - i słusznie. Szokuje nas nieco sposób przeprowadzenia testu - zawodnicy zostają rozdzieleni i niemal spacyfikowani - odstępy między samochodami, zamknięte okna, za to mogą być otwarte.... drzwi kierowcy, pasażerowie stoją osobno... Te działania mają zapobiec komunikowaniu się załóg i nie da sie ukryć - są skutecznne, ale atmosfera rajdu turystycznego pryska. Jak się okaże, następne testy na tym rajdzie zostają przeprowadzone w podobny sposób - załogi odpowiadają na pytania zamknięte w salce, pilnowane przez kilka osób, co minutę słyszymy ile czasu nam jeszcze zostało. Jest to bardzo precyzyjne, ale każdy kij ma 2 końce - przed każdy testem czekamy po 15 - 30 minut na swoją kolej, a atmosfera bardziej przypomina zdawanie matury u nielubianego profesora niż zabawę w zwiedzanie. Organizator bardzo poważnie podszedł do rajdu.

Tymczasem wróćmy do wydarzeń. Jedziemy na miejsce startu na rynku w Jaworznie. Odprawa, górnicza orkiestra gra hymn i startujemy do próby sprawnościowej a potem do rajdu. My startujemy jako pierwsza załoga. Nie lubię być pierwszy, wolę najpierw zobaczyć kilka przejazdów innych zawodników. Tym razem nie ma takiej możlwości. Próba jest dość ciasna i rozlokowana na suchym asfaltowym parkingu. Z moim ręcznym muszę jechać "na okrągło". Ruszamy. Czuję na sobie spojrzenia kibiców i jakoś mnie to - kurka - deprymuje, w każdym razie jeden pachołek objeżdżam z nie tej strony co trzeba, Magda mnie koryguje, poprawiam, ale jestem "do tyłu" o jakieś 5-8 sekund. Jasne, wkurzam się na siebie ale nie ma rady - tego już nie zmienię, ruszamy do rajdu.



Rajd Skarbek 2004, 22-24.10.2004
Otwarcie rajdu.



Rajd Skarbek 2004, 22-24.10.2004
My przed startem.




Początek rajdu mamy nieco nerwowy. Podobnie jak większość załóg, krążymy kilkanaście minut przy pierwszych kilku kratkach itinerera. Nie zauważamy, że przy wyjeździe z parkingu był znak nakazu skrętu, i potem niby nam pasuje - ale nie możemy trafić pod pomnik który mamy obejrzeć. W końcu napotykamy ten pomnik z innej strony i "od tyłu" dorabiamy sobie trasę przejazdu. Hihi, wiem że to nie najmądrzejsze rozwiązanie, ale potrzeba matką wynalazków. Ten odcinek przejeżdżamy w całości i całkiem dokładnie. Robimy za to bardzo poważny w skutkach błąd. Jednyną rzeczą, jakiej nie sprawdzamy w itinererze, jest przebieg trasy. Liczymy kolejność kratek, czytamy teksty pisane drobnym druczkiem, ale przebiegu trasy akurat nie sprawdzamy. W rezultacie jako jedna z nielicznych załóg przejeżdżamy dokładnie plan "Sigma", który został wstawiony do itinerera "na podpuchę". Kosztuje nas to 20 minut cennego czasu, i zbieramy tu 8 PKPów, po 20 pkt karnych każdy. Nie mam do nikogo pretencji, moja wina, mogłem i powinienen sprawdzić, Magda nie ma takiego doświadczenia i mogła nie spodziewać się takiej niespodzianki. Jednak jeśli będę kiedyś robił rajd, to postaram się żeby jeden błąd nie niósł ze sobą taki dużej różnicy punktowej. To nas przeniosło pół stawki w dół i - przyznam - osłabiło morale na następny odcinek ;-) W dodatku złapaliśmy niepotrzebne spóźnienie i musieliśmy bardzo uważać na czas na następnych odcinkach. Ale jak sport to sport, takie są zasady.

Mamy też na odcinku momenty "uniesienia nawigacyjnego" - jak na przykład w sytuacji, kiedy nie bierzemy fałszywej pieczątki, umieszczonej za mostem. Constans wymusza skręt w lewo w pierwszą drogę za mostem. Niby w tej sytuacji pieczątka jest tuż za mostem, ale czujność nakazuje mi się rozejrzeć i... okazuje się, że "jeszcze bardziej tuż za mostem" jest bardzo mało widoczna droga w lewo wstecz w którą oczywiście skręcamy :-)

Na PKC-u krótki posiłek, test turystyczny i kolejna próba sprawności - całkiem fajna "koniczynka", szkoda że znowu na szorstkim asfalcie, za to przejeżdżana już po ciemku. I ruszamy do odcinka nocnego. Nauczeni po pierwszym odcinku dokładnie oglądamy itinerer - oczywiście, jest niespodzianka - zamieniona jest kolejność 2 kratek. Potem się okaże, że nie wszystkie załogi to dostrzegły. My jesteśmy już wyczuleni na takie rzeczy.

Początek odcinka nocnego jest ciekawy. Zabawnie jest pod pomnikiem Kościuszki, gdzie mamy za zadanie... podać numer Massalskiego. W tym miejscu kłębi się kilka załóg, biegają wokół pomnika, świecą latarkami. Nie ma nic na ten temat, nikt nic nie wie. Zaskakujące w rajdach są takie momenty jak ten, kiedy raptem nie wiadomo skąd pojawiają się Radek z Bożeną. Potem okaże się że wrócili się kilkaset metrów na wstecznym drogą jednokierunkową, bo dalej też nie ma nic o Massalskim. Wtem ktoś wypatruje mały napis z boku pomnika "Massalski `83". Mamy! Potem okaże się że wg organizatora była to data "23". Może i tak, ale w świetle naszych latarek każdy widział tam ósemkę. W każdym razie - byliśmy, odnaleźliśmy.

Wszyscy ruszają z parkingu. I chwilę potem się gubimy! Sytuacja jest prosta - mamy skręcić w pierwszą drogę w prawo. Jest taka droga, ale ona prowadzi na parking i dalej nic nie pasuje. Pamiętam jak kiedyś właśnie na rajdzie w Mysłowicach nie zauważyliśmy drogi mało widocznej w krzakach - a tamtędy biegła prawidłowa trasa przejazdu. Dlatego nie dopuszczam myśli że ta droga może się "nie liczyć". Potem się okaże, że tak jednak było - należało ją odpuścić, następną prowadzącą na parking też, i skręcić w jeszcze następną drogę. Inne załogi metodą prób i błędów tak pojechały, my uparcie nie mogliśmy wpaść na to rozwiązanie, a honor nie pozwalał jechać za innymi :-P. Po chwili uznaliśmy, że wobec uciekającego czasu przeskoczymy po mapie do następnego jawnego punktu. I tu zaczęły się schody - mapa okazała się bardzo ale to bardzo mało dokładna, tak więc znalezienie zamku zajęło nam ponad 20 minut, a opuszczony fragment trasy zaowocował kilkoma błędami więcej w teście na koniec rajdu. Tymczasem pozostało nam jedno - za wszelką cenę jechać dalej, albowiem jak mówi stare powiedzenie - "zwycięzcy są wśród tych którzy są na mecie". Nam w tym momencie - delikatnie mówiąc - zwycięstwo już "nie groziło", ale - nie sztuka jechać dalej kiedy wszystko wychodzi, trzeba jechać też wtedy jak jest kiepsko. Taka jest moja teoria na ten temat :-) I taką zaczęliśmy realizować.

Wracamy więc na trasę i jedziemy. Kolejne kratki i skrzyżowania układają się dobrze, aż... znowu coś nie tak! Nie mamy czasu, wprawdzie to dopiero drugi odcinek ale my musimy pruć na PKC żeby nie załapać "taryfy"! Zrywamy się więc i - w kilka załóg - w ekspresowym tempie prujemy do ośrodka. Zdążąmy, ufff, a do taryfy zostają nam... 4 minuty. Potem okazuje się, że trasa przestała się nam zgadzać, gdyż wykonując polecenie "skręć w pierwszą w prawo" nie zauważyliśmy w ciemnościach gruntowej drogi odchodzącej w prawo wstecz i pojechaliśmy w drogę asfaltową.

Na PKC-u... tak, rozwiązujemy kolejny test :) Potem mamy kolację i wreszcie czas wolny. Po chwili wywieszane są wyniki. Nie interesują mnie one dziś za bardzo, bo wiem że przegięliśmy z błędami, no ale idę zobaczyć... Tiaaa, hehe, ktoś musi być ostatni.... :-P Dziś my zajmujemy to zaszczytne miejsce. Nawet jakoś spokojnie to przyjmuję, za to moja załoga solidarnie się wkurza. Przemek zapowiada jutro walkę do upadłego o awans na 15 miejsce, Magda ma błyskawice w oczach, dobrze że jest ciemno, bo wszyscy by jej schodzili z drogi.... hehe, rajdu już nie wygramy, ale przejedziemy go do końca, a teraz idziemy spać, zobaczymy co nam przyniesie jutrzejszy dzień.


Rajd - dzień drugi i zakończenie.
Do ostatniego odcinka ruszmy z determinacją, jednek odcinek nie daje nam możliwości zmagania się z trasą- trasa jest prosta, a najwięcej czasu zajmuje nam zwiedzanie pięknego skansenu w Wygiełzowie. Na koniec odcinka rozwiązujemy test i tak kończymy zmagania. Po wywieszeniu wyników okazuje się że awansujemy z 16 na 15 miejsce, czyli udaje nam się zrealizować plan na niedzielę.



Rajd Skarbek 2004, 22-24.10.2004Rajd Skarbek 2004, 22-24.10.2004
Rajd Skarbek 2004, 22-24.10.2004Rajd Skarbek 2004, 22-24.10.2004
Zwiedzamy skansen w Wygiełzowie.



Rajd Skarbek 2004, 22-24.10.2004
Oglądamy.



Rajd Skarbek 2004, 22-24.10.2004
"Podaj datę ufundowania pomnika".



Rajd Skarbek 2004, 22-24.10.2004
Nasze załogi w samochodowej perspektywie.



Rajd Skarbek 2004, 22-24.10.2004
Tak parkować to sztuka :)




Niedziela staje się od tej chwili bardzo przyjemnym, wręcz leniwym dniem złotej polskiej jesieni. Czekając na oficjalne zakończenie rajdu wygrzewamy się w słońcu nad brzegiem jeziora. Wreszczie wyniki. Indywidualnie i jak najbardziej zasłużenie dominują 2 załogi rzeszowskie. Po wręczeniu nagród i dyplomów dla zwycięzców jeszcze czas na nagrody - niespodzianki. Między innymi nasz kolega klubowy Janusz, który otwierając poprzedniego dnia konserwę fatalnie rozciął sobie palec, otrzymuje nagrodę "imienia krwawego Puszkina" - w postaci kompletu konserw rybnych :DDD. Dodajmy jeszcze, że Janusz otwierał konserwę nożem bojowym dziadka Waldka, a chyba nikt z wyjątkiem dziadka Waldka nie wiedział, że ostrze tego noża przegina się w dwie strony ;-)

Kończymy rajd. Nastroje mamy może nie świąteczne, ale cieszymy się tym co nam zostało :-) - pogodą, przygodą, spotkaniem z ludźmi i... po cichu ostrzymy zęby na następny rajd w Poznaniu.



Rajd Skarbek 2004, 22-24.10.2004
Jak na wczasach - czekamy zakończenie rajdu.



Rajd Skarbek 2004, 22-24.10.2004
Zwycięzcy w ujęciu konturowym - słońce było nie z tej strony :-)



ZOBACZ TEŻ relację Radka Mikuły z tego rajdu.