
Po pierwszym odcinku zwiedzamy w grupie zamek w Łańucie. Odpuszczam sobie notowanie tego co mówi nasza pani przewodnik. Może trochę szkoda, bo później w teście napotykamy pytania w rodzaju: "Co znajduje się w sypialni damskiej w Damskim Apartamecie? a) marmoryzowane stiuki b) inkrustowane pilastry z konsoletami c) snycerowane supraporty Gdybyśmy bardziej uważali to zwiększylibyśmy nasze szanse w tym teście, a tak na niektóre pytania musieliśmy "strzelać". ...na szczęście test turystyczny nie ma punktowo dużego wpływu na wyniki rajdu. Po zwiedzaniu zamku przejeżdżamy kolumną na miejsce prób sprawnościowych.




Dziadek Waldek uczy się na pamięć trasy przejazdu i startujemy. Trzęsie i huczy jak to tylko w "maluchu" jest możliwe. Żadna inna załoga nie ma na tym rajdzie podobnych doznań (jako jedyni startujemy "maluchem"). Ku mojemu zaskoczeniu na mecie drugiej próby okazuje się, że mamy łącznie najlepszy czas. Potem okaże się że tak zostanie już do końca. Drugi odcinek nawigacyjny jest znacznie bardziej wymagający. Nie dość, że zawiera on różnorodne elementy nawigacji, włącznie z 2 rodzajami choinek i wyznaczaniem jednego z punktów mapowych, to jeszcze na to wszystko jest 80 minut - zdecydowanie bardzo mało czasu. Efekt? Punkt na mapie wyznaczamy i nawet go przejeżdżamy, ale i tak jakieś 20 - 25% odcinka musimy opuścić, żeby wyrobić się w czasie.


Na trzecim odcinku natomiast dajemy plamę. Może dlatego że wydał się prosty? Może dlatego że nie przewidziałem że połowę odcinka będziemy jechać po ciemku i nie wziąłem latarki do świecenia na papiery? Może dlatego że za bardzo chciałem dokładnie go przejechać? Może dlatego że przypadkiem na początku wyjechaliśmy z trasy i za dokładnie "na siłę" szukaliśmy powrotu, a na odcinku były długie przeloty i powrót na trasę (zwłaszcza bolidem) zajmował dużo czasu? Może z powodu zmęczenia? Trudno powiedzieć, myślę że zsumowały się na raz wszystkie czynniki. W każdym razie odcinek przejazdowy z Łańcuta do Tyczyna przejeżdżamy w ostatniej chwili i całkowicie NIE po trasie, i brakuje czasu na to żeby przejechać kilka wyglądających na proste planów przewidzianych na ten odcinek. Na tym odcinku zbieramy tylko JEDEN PKP! Już w myślach zaczynam szukać dla siebie jakiegoś nowego hobby, jednak później okazuje się na szczęście dla nas, że na tym odcinku było dużo mniej PKP-ów niż na poprzednich. Poza tym, gdy ochłonąłem, doszedłem do wniosku że nie ma co rozpaczać, w rajdzie najważniejsze jest przede wszystkim dojechać do mety w przewidzianym limicie czasu - i to zrobiliśmy. Ostatecznie w rajdzie zajmujemy 6-te miejsce na 15 załóg. Z jednej strony to nieźle, biorąc pod uwagę że opuściliśmy fragmenty trasy i zawaliliśmy 3 odcinek, z drugiej strony w rajdzie jechało kilka świeżych załóg które jak w to w nawigacji bywa zajęły miejsca w drugiej połowie tabeli i "poprawiły nam statystykę". Słowem - poszło nie najgorzej, ale stać nas na więcej.

Na pocieszenie dostaliśmy puchary, Waldek - dla najlepszego kierowcy, ja - za zwycięstwo w testach bezpieczeństwa ruchu drogowego. Dodam jeszcze że rajd miał moim zdaniem bardzo fajnie i ciekawie poprowadzoną trasę, a limity czasowe "dobiły" nie tylko nas, o czym świadczyło dużo punktów karnych za spóźnienia i błędy w przejeździe dla najlepszych załóg.

