Świetnie mi się jedzie na tylnej kanapie - chłopaki robią całą robotę. Próbuję z początku zaglądać Słoniowi do itinerera, ale mam za krótką szyję, albo panda ma źle wyprofilowane oparcia foteli :P Wobec tego zajmuję się śledzeniem trasy na mapie podkładowej oraz robieniem notatek i zdjęć. Luzik, tak to ja mogę jeździć :)
Trasa rajdu nie jest trudna, a mijane miejsca są bardzo ciekawe. Zatrzymujemy się przy miejscach nawiązujących do historii - pomnikach, kościołach, cmentarzach. Jest to zarówno historia dawna, nawiązująca do zaborów, jak najnowsza, sięgająca wielkiej powodzi sprzed zaledwie kilku lat. Podczas rajdu przeprawiamy się też promem przez Odrę.
|
Podczas powodzi dotąd sięgała woda.
|
\
|
Trzeba było policzyć zabitych, z podziałem na poszczególne lata wojny. Z dwóch pozostałych stron też były nazwiska, do tego opisy po niemiecku :)
|
|
Spotykamy miejsca skłaniające do zadumy - jak tu, w Łubowicach gdzie spoczywa poeta Joseph von Eichendorff...
|
|
...albo tu, na zamku ukrytym w lesie, gdzie sto lat temu tętniło życie.
|
|
Są też miejsca zwykłe, a nawet bardzo zwyczajne.
|
W pewnym momencie czeka nas zadanie-niespodzianka: Mamy zatrzymać się przed jednym z domów pod wskazanym numerem, wejść na podwórze i zgłosić się do gospodarza. Podjeżdżamy, wysiadamy, idziemy... Nagle zza sąsiedniej bramy szczeka i warczy na nas pies wielkości małego niedźwiedzia, dobrze że jest za bramą, ufff :) Mamy nadzieję że to nie ta interwencja psa jest naszą niespodzianką, idziemy kawałek dalej i - trafiamy na fermę strusi :) Przyjazny gospodarz pokazuje nam i opowiada o strusiach, oraz częstuje jajecznicą ze strusich jaj.
|
Strusie jadły z ręki :)
|
Oprócz niespodzianek zaplanowanych przez organizatora są też niespodzianki z gatunku tych naprawdę niespodziewanych. I tak na kilka kilometrów przed końcem pierwszego odcinka napotykamy blokadę drogi. Przed nami stoi sznur samochodów straży pożarnej i policja. Na szczęście okazuje się, że to nie pożar tylko święto strażaków. W każdym razie policjantów nie przekonują nasze tłumaczenia że "my TAM mamy PKC i musimy TAM pojechać". Nie można i już :) Do PKC-u dojeżdżamy objazdem, ten fragment trasy i spóźnienia na pierwszym odcinku zostają anulowane.
|
|
|
To co się robi na rajdzie turystycznym, czyli różne sposoby robienia notatek :)
|
Po dwóch odcinkach docieramy na metę w Kędzierzynie. Po oddaniu karty drogowej udajemy się na posiłek. Trochę szkoda, że na kiełbaskę i frytki musimy czekać 40 minut bo jedna dziewczyna z 1 mikrofalą nie wyrabia się w taką gromadą ludzi. Szkoda, że na obiecany rejs statkiem po Odrze musimy czekać następne pół godziny i już wracamy zrezygnowani z przystani kiedy okazuje się, że kapitan jednak jest. Szkoda też, że nasz rajd zszedł trochę w cień wobec pływadeł i koncertu szant. Chociaż z drugiej strony - może naprawdę to właśnie jest piękne, że na takich imprezach zawsze jest element zaskoczenia lub improwizacji? W końcu dzięki temu wiemy, że to prawdziwe życie i prawdziwa przygoda, a nie pięciogwiazdkowe wczasy na Majorce.
|
Oglądamy pływadła.
|
|
Było ich mnóstwo, między innymi Wodnik Szuwarek, angielski autobus piętrowy, czy tak jak tutaj - auto Flinstone`ów.
|
Największa niespodzianka czeka nas jednak po wywieszeniu wyników. Otóż... mamy pierwsze miejsce! Wiedzieliśmy wprawdzie że nie mamy zasadniczo błędów w pytaniach, ale nigdy nie wiadomo jak pojechali inni, więc to jednak zaskoczenie. Klubowo przegrywamy "o milimetry" z Automobilklubem Mysłowickim i zajmujemy drugie miejsce. Taki wynik cieszy. Mam cichą nadzieję że choć Prezes ze Słoniem sami odwalili główną robotę, to mój udział w załodze był tym "kamyczkiem u szali", który przeważył i pomógł w zwycięstwie :)
|
Po ceremonii rozdania nagród nastąpiło ogólne bratanie i żegnanie. Tutaj ludzie z Mysłowic, Warszawy i Chełma.
|