



...potem ruszamy w kolumnie na miejsce startu na bydgoskim autodromie. Nauczeni ubiegłorocznym doświadczeniem (kiedy "zorganizowana" kolumna porwała już się na drugim skrzyzowaniu i na własną rękę szukaliśmy rynku) teraz trzymam się tuż za poprzedzającym nas samochodem. W tym roku jest lepiej, bo wprawdzie policja asystuje nam tylko na pierwszym wyjeździe z podporządkowanej, ale na kolejnych skrzyżowaniach ruch wstrzymują samochody AK Bydgoskiego z żółtymi "kogutami".




Rajd rozpoczyna się na bydgoskim autodromie. Po oficjalnym rozpoczęciu startujemy do 2 prób sprawnościowych. Pierwszą próbę przejeżdżam "przyzwoicie", przed startem do drugiej niepotrzebie w ostatniej chwili spoglądam na wzór przejazdu, lepiej było patrzeć na poprzedzające mnie samochody - końcówka próby jest w rzeczywistości inna niż na rysunku - inaczej wjeżdża się na metę. Jest ciemno i prawie nie widać pachołków - w rezultacie dojeżdżając do końca próby nie wiem gdzie jechać dalej, zatrzymuję się i rozglądam, hihi, cenny czas leci, aha, jest meta z boku, potem na moment zacina się "jedynka" w mojej wysłużonej fiatowskiej skrzyni, w rezultacie próbę kończę tracąc niepotrzebnie co najmniej 3 sekundy. Ale nic to, rajd dopiero się zaczyna, ruszamy na trasę. Piewrszy odcinek jest dość krótki i opisany z początku itinererem słownym. Jedziemy dość spokojnie i dokładnie, mimo to w końcu odcinka chwila nieuwagi i gubimy się - to znaczy nam się wydaje że wszystko gra, tylko że... droga się kończy i nie wiadomo co robić :) Sylwia energicznie wyraża różne koncepcje rozwiązania tej sytuacji, zuch dziewczyna, ona nie znosi bezczynności, chociaż ja w tym miejscu przyjrzałbym się dokładniej notatkom szukając błędu. Mimo to cierpliwie (w odróżnieniu od poprzednich naszych wspólnych rajdów) pozwalam jej próbować różnych pomysłów - w konsekwencji jeździmy bez większego sensu ponad pół godziny po okolicznych ulicach Bydgoszczy, po czym odnajdujemy "winowajcę" - pominęliśmy jedną kratkę w itinererze. Na PKC 1 dojeżdżamy za spóźnieniem 26 minut co sprawia, że tracę wiarę w bardzo dobry wynik na tym rajdzie i przestawiam się na przeżywanie imprezy jako przygody. Na trasie drugiego odcinka wyjeżdżamy poza Bydgoszcz. Tutaj robi się coraz sympatyczniej. Zadania topograficzne nie sa wyznaczone dokładnie w wyznaczonych miejscach, ale musimy ich wypatrywać w okolicach kratki w której są zaznaczone i na całym odcinku do następnej kratki. To powoduje, że czujemy się naprawdę jak "obserwatorzy-zwiadowcy", jadąc np. 2 km drogą i wypatrując informacji do jakiego leśnictwa należy mijany las itp. Innym razem musimy wejść na cmetarz, znaleźć centralny grób i odczytać nazwisko fundatora.


Bardzo podoba mi się moment, kiedy na leśnym skrzyzowaniu dróg gruntowych organizator nakazuje nam podać kolory 3 wstążek zawieszonych w promieniu 50 m a wysokości 3 metrów. W tym miejscu napotykamy około 10 samochodów, których załogi biegają po lesie i świecą latarkami we wszystkich kierunkach. Jest bardzo wesoło, a pewnej groteskowej aury dodaje tej sytuacji pogoda - jest rzeźko, ale nie zimno, nie ma wiatru, w powietrzu (nie licząc ludzkich głosów) panuje głęboka cisza... Ja w tym zamieszaniu znajduję jedną, niebieską wstążkę, dziewczyny 2 pozostałe...


Oprócz tego wykonujemy zadania specjalne - na przykład raz musimy "na oko" ocenić odległość między punktem gdzie stoimy a migającym światełkiem (podobno 87,5 metra, "podobno", bo niestety organizator nie podał później prawidłowej odpowiedzi na to pytanie). Innym razem musimy nogą wrzucić woreczek z grochem do miski oddalonej o kilka metrów.... za drugim razem prawie trafiam, hehee...

No i przez cały rajd mamy zadanie dodatkowe - dostajemy zdjęcie z fragmentem budynku, na którym widać szyld "Sklep zoologiczny". Mamy znaleźć budynek i dowiedzieć się, co w tym budynku mieściło sięprzed laty.... Już tracę wiarę że to nam się uda, a tu pod sam koniec rajdu "wywiad środowiskowy" zaczerpnięty wśród mieszkańców Koronowa daje niespodziewany efekt - ludzie znają ten budynek, a ktoś nawet nieśmiało mówi że tam była przychodnia kolejowa.... Eureka! Sam rajd generalnie mi się podoba, i nie zmienia tego fakt że drugi odcinek rónież kończymy z niewielkim spóźnieniem. Wiem, że nie popisaliśmy się - popełniliśmy kilka błędów, na początku byliśmy za bardzo spięci. Wiem też, że nie poprawiłem swojego czwartego miejsca w TMMP ale też go nie pogorszyłem, więc tym się nie martwię. Tak czy inaczej, jazda zakończona, teraz kwaterujemy się w ośrodku w Kręglu i liczymy na miły wieczór.

No właśnie, wieczór... wieczór, powiem delikatnie, rozczarowuje. Nie chcę opisywać zakończenia, tym bardziej że rok temu organizator a zwłaszcza komador rajdu w Bydgoszczy nieźle mi "podpadli" i teraz patrzę na ten klub ze specyficznej perpektywy.

Gwoli dokładności wspomnę jednak, że :
- długo czekaliśmy na wywieszenie prawidłowych odpowiedzi, a nikt ich nie wywieszał.
- wywieszono je w momencie kiedy zawodnicy jedli kolację, i nikt nie poinformował o fakcie wywieszenia (może to szczegół, ale od chwili wywieszenia biegnie regulaminowy czas na składanie protestów, więc zwykła uprzejmość nakazywałaby podanie krótkiej inforamcji że wzorce odpowiedzi już wiszą ).
- nie wywieszono odpowiedzi na wszystkie pytania (nigdzie nie było odpowiedzi na zadanie specjalne - wzrokową ocenę odległości). Może się czepiam, ale w końcu to runda Mistrzostw Polski.
-wyniki rajdu wywieszono dużo później - nie pamiętam o której bo odpuściłem sobie odliczanie czasu.
- do godziny 1.30 w nocy nikt nie było wyników oficjalnych i wręczania pucharów. Dłużej nie czekaliśmy, poszliśmy spać....
- ...ale następnego dnia dowiedziałem się, że wręczanie jednak było, mało tego, wręczono nawet nawet nagrody za 3 pierwsze miejsca Turystyczno Motorowych Mistrzostw Polski... o czwartej rano...
W tej sytuacji nietaktem może być wspominanie o skromnym menu, o jedynym kelnerze któremu - mimo jego sympatii i wysiłków - rozniesienie zwykłej herbaty wśród ponad 200 uczestików zajmowało pół godziny... a przy śniadaniu jedna cukiernica na 30 osób... i takie proszenie się na każdym kroku.... szkoda......
Następnego dnia przy śniadaniu koledzy z zaprzyjaźnionch klubów ratując sytuację zajęli się wręczaniem reszty dyplomów za mistrzostwa..... To był w mojej prywatnej ocenie najmilszy akcent zakończenia rajdu i całych mistrzostw. W ten sposóhb otrzymałem dyplom za 4 miejsce w TMMP.... oryginalny, bo bez wypisanego nazwiska..... Polski Związek Motorowy... Jaka organizacja, takie zakończenie..... Szkoda, że w taki sposób zakończono mistrzostwa, w których pewna grupa ludzi "tłukła się" przez 5 rajdów po uroczych skądinąd zakątkach Polski.



Generalnie szkoda, że zakończenie zepsuło wrażenia z imprezy - bowiem sam rajd był emocjonjący i ciekawy. Dużo wniosła nocna pora - po ciemku wszystko inaczej wygląda, a uczestnicy mają poczucie wyjątkowości imprezy, w której biorą udział. Na pocieszenie pozostał mi tylko fakt, że przestawiłem swoją główną motywację startu w TMMP z osiągania wyników na przeżywanie przygód, poznawanie ludzi i zwiedzanie miejsc. Są to bowiem wartości osobne, których żadna, nawet najgorsza organizacja nie jest w stanie popsuć :-P



